Trochę Luny na niedźwiedzie łapki a'la Dagna, Kashmir na Whisper i być może jakiś szal - cały wieczór spędziłam na macaniu, wąchaniu i tarzaniu się we włóczkach. Dać dziecku zabawkę to traci resztkę zdrowego rozsądku.
A w weekend była kawa z Keetey i kolejne dobroci.

Gruby, sztywny akryl z przeznaczeniem na koszyczki i ...


... śliczny i pomysłowy futeralik na komórkę. Ciągniemy za wstążeczkę i...

A przy okazji kawy i pogaduch (mimo że praktycznie w biegu) uświadomiłam sobie jak niewiele potrzeba, żeby doładować akumulatory. Ot wystarczy wiosna w pełni i spotkanie z kimś dawno nie widzianym...
Na leczenie? A owszem! Ale tych co nie rozumieją szczęścia z powodu apetycznych niteczek :-))
OdpowiedzUsuńLauro- kiedyś zdołam (hahaha), w kwestii wiszenia - ja co chwilę zaglądam do sklepu interfoxu.. może jednak rozsądek wygra - przynajmniej co końca miesiąca;))
OdpowiedzUsuńNo co Ty- a jak Ci w ramach terapii karzą patrzeć przez szybkę na drutujące w otoczeniu ślicznych hamerykańskich włóczek?
Ata - święta racja:))