niedziela, 7 lutego 2010

Nikt mi już bukietu konwalii nie przyniesie...

Tak się jakoś złożyło, że w chwilach największego smutku i załamki nie jestem w stanie zajmować się czynnościami, które w warunkach normalnych sprawiają mi mnóstwo przyjemności.
Ba! nie jestem w stanie to dość łagodnie powiedziane - mnie po prostu odrzuca...Odrzuca od blogowania, robótkowania, podglądania blogów, komentowania, czytania...Jeśli do tego dodać jeszcze moją niechęć do "wywnętrzania", łatwo dośpiewać sobie powód czemu to moje małe miejsce w sieci zamilkło...coś się stało...

Od połowy stycznia nie ma już z nami mojego ukochanego dziadka. Odszedł po ponad 90 latach życia, zjedzony pod koniec przez wstrętne choróbsko.

A nam została garść pamiątek i cudownych wspomnień, i ta wkurzająca świadomość, że znowu się czegoś nie zdążyło...

niedziela, 10 stycznia 2010

Coś robię

Zima w pełni więc stwierdziłam, że najwyższy czas pomyśleć o dogrzaniu szyi. No wiem - rychło w czas. Z moim tempem i powerem robótkowym jest ostatnio nieco lepiej - jest szansa, że szalik załapie się choć na końcówkę zimy.



Wzór to Garden Gate - urzekł mnie od pierwszego spojrzenia. Najbardziej podoba mi się w kolorystyce oryginału - tylko, że ja lubię rozjaśniać zimę wesołymi kolorami (mam wrażenie, że ludzie zimą ubierają się strasznie ponuro - szarobure okrycia, podobne dodatki, a przecież biel śniegu aż się prosi o radosną i jasną kolorystykę) więc mój wybór padł na różowo-wrzosową Prestige Yarn-Artu. Kolor na obu zdjęciach nieco przekłamany - w rzeczywistości jest intensywniejszy

środa, 6 stycznia 2010

Były Święta, był i Wichtel

Jest taki sympatyczny zwyczaj na kołderkowie . Zwyczaj, który już we wrześniu powoduje u cioć kołderkowych niecierpliwe przebieranie nogami (kto mnie wylosuje, kogo JA wylosuję i o Boże- mam tak mało czasu).

Wreszcie stało się - przesyłki w drodze do adresata, chwila zwątpienia - czy dotrze na czas, czy się spodoba? I w końcu nadchodzi godzina "zero"...




Takie cuda wypadły 23 grudnia, kiedy zajrzałam do przesyłki od Tereni.

Natomiast Smyk cieszy się z wichtelowego krasnala ode mnie


poniedziałek, 4 stycznia 2010

Po prostu: WOW!

Uwielbiam dawać prezenty, te drobne i te nieco większe, bo wiem jakie to przyjemne dostawać bezinteresowne drobiazgi (te całkiem drobne i te nieco większe)- zrobiony, kupiony specjalnie dla mnie.
Ot, takie jak...

...urocza i nieprzeciętna...



... bransoletka. Zrobiona specjalnie (jej!) dla mnie. Przez Kitiarę.
Zdjęcia też są jej autorstwa. Bo Kitiara, poza tym, że jest przyszłą monopolistką polskiego rynku biżuteryjnego, jest też zapaloną fotograficzką - amatorem.

piątek, 1 stycznia 2010

Aniołek z różkami

Prawda, że to najsłodszy malec pod słońcem (i księżycem)? I jak uroczo wygląda w czapie od cioci Ani. Trochę za duża wyszła (upss) ale młody na szczęście ma zamiar rosnąć dalej. Kiedyś dorośnie...

Czapka to nic innego jak Lil' Devil Baby Hat z włóczki Tweed YarnArtu (polecam), druty 4,5 mm

środa, 23 grudnia 2009

Ho ho ho...



Niech magiczna noc
wigilijnego wieczoru
przyniesie Wam
spokój i radość.
Niech każda chwila
Świąt Bożego
Narodzenia
żyje
własnym
pięknem.

środa, 18 listopada 2009

Rekordzistka

Chyba pobiłam jakiś rekord. Nawet więcej niż chyba. Rekord w ilości czasu, jaka upłynęła od skończenia robótki, do jej zaprezentowania - takiego oficjalnego, na ludziu i w ogóle.

Tyle tytułem wstępu - TADAAM!!




Surface: 4 motki z hakiem (haczykiem właściwie) bordowej Chainette, druty 3,5 i 4 mm. Próbka wyszła mniejsza niż z włoczki zalecanej więc robiłam rozmiar 42 - wyszedł 38 (chyba).





Whisper: półtora motka włóczki Kashmir, druty numer: 3,0; 3,5 oraz 4,0 mm, robiłam wg. "przepisu" na 20''.
Trudno go jakoś sensownie uwiecznić.