Wyhaftowałam kiedyś motylka. Motylek, jak to motylek, długo w jednym miejscu nie usiedzi. Choć mam nadzieję, że na tym cudzie zabawi nieco dłużej

Jap - nie mylicie się - mój motyl miał zaszczyt zagościć na przepięknym patchworku uszytym specjalnie dla
Jolci przez najzdolniejsze kołderkowe ciocie (zdjęcie potwora
zakoszone Jolci) - ta kobieta to ma szczęście do prezentów.
Mój haft stanowi tak drobny element tego cuda, że ochrzciłam go mianem Pana Pikusia.
Aida 18 , podwójna nitka muliny DMC
Pikuś, czy nie jest śliczny i na pewno czuje się świetnie na Jolcinej narzucie :-))
OdpowiedzUsuńjeśli już, to PAN Pikuś ;)
OdpowiedzUsuńA słodki ogromnie i myślę że ozdabia kołdrę jako ta wisienka na torcie :)
To z pewnością jest Pan Pikuś i nie można go traktować protekcjonalnie :-) po protu śliczny :-)
OdpowiedzUsuńAta - taką mam nadzieję
OdpowiedzUsuńYenulka- tych wisienek jest tam cały kompot ;))
Kasiu- młody jest, musi sobie zasłużyć na poważniejsze traktowanie ;)
Pikus jest superowy...a ten Patchwork w motyle to najchetniej bym sama przygarnela-cos pieknego :)
OdpowiedzUsuńSavannah - Dziękuję
OdpowiedzUsuńObawiam się, że miałabyś nielichą konkurencję przy patchworku - niejedna też by go z chęcią przygarnęła ;))
No... dopadłam znowu moje motyle! :))) Nie masz pojęcia Lucille, jak się cieszę, że i Ty masz swój udział w tym pięknym patchworku! dziekuję i ściskam mocno! :)))
OdpowiedzUsuńzawsze byłam pod wrażeniem haftu, potrzeba tyle cierpliwości ...
OdpowiedzUsuńcudo